Bardzo
szybko szłam, aby tylko znaleźć się w moim domu. Po kilku minutach marszu na
moim czole pojawiły się kropelki potu, które powoli spływały po moich
policzkach. Słońce grzało w grube, jasne włosy, które po chwili spięłam w
niechlujnego koka. Postanowiłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie wstąpienie
do mojej ulubionej lodziarni. Po chwili zauważyłam niewielki budynek z
oszklonymi drzwiami. Zwolniłam tempo idąc w cieniu. Ostrożnie pchnęłam drzwi i
weszłam do pomieszczenia. Było przyjemnie chłodno, od razu chwyciłam swoją
torebkę z zamiarem wygrzebania z niej czarnej portmonetki. Podeszłam do lady po
czym zaczęłam się wpatrywać na dostępne smaki lodów.
- Dzień
dobry! Co podać? - usłyszałam bardzo przyjemny, kobiecy głos, po czym szybko
zwróciłam wzrok na jego źródło.
Czarnowłosa kobieta uśmiechnęła się do mnie i
spojrzała na moją rękę, z której jak za chwilę zauważyłam cienkim strumieniem
ciekła krew i kapała na posadzkę. Szybko wyciągnęłam chusteczkę z kieszeni i
przetarłam czerwone miejsca rozcierając krew po całej długości ręki.
- Prze...
przepraszam. - wyjąkałam schylając się, aby pościerać płytki.
- Zostaw to.
- powiedziała otwierając drzwiczki, które umożliwiały przejście za ladę. - Co
ci się stało? Chodź, opatrzę cię.
Powoli
podniosłam głowę po czym poczułam jak świat wiruje. Obraz był przez moment
zamazany. Czarnowłosa złapała mnie i poprowadziła do pokoju dla pracowników.
Ułożyła mnie na granatowej, zakurzonej kanapie i zaczęła ocierać ranę
chusteczką z lodem. Poczułam przeszywający ból, ale za chwile wróciłam do
siebie. Dziewczyna starannie opatrzyła rękę i pomogła mi się podnieść.
- Dziękuję.
- powiedziałam spoglądając na opatrunek. - To ja może pójdę już wybrać lody. -
powiedziałam wymuszając uśmiech.
Brunetka
wstała z sofy i skierowała się w stronę wyjścia z pokoju, ruszyłam za nią.
Powoli uchyliłam skrzypiące drzwiczki i wyszłam na płytki, na których nadal
widniały ślady krwi.
- To ja może
wezmę jedną gałkę truskawkową, a drugą Oreo. - sięgnęłam po pieniądze, nie było
ich ani w kieszeni, ani w torebce.
-
Przepraszam... zostawiłam tutaj portfel i ktoś go chyba zabrał. - powiedziałam
rozglądając się po podłodze. Gorzej już dzisiaj być nie mogło!!!
- Przyjdę
innym razem. - powiedziałam wpatrując się w brunetkę.
- Dzisiaj na
koszt firmy. - powiedziała z uśmiechem.
- Nie... nie
mogę. - powiedziałam zmieszana odwracając się na pięcie w stronę wyjścia.
- Owszem.
Możesz. - odparła uśmiechnięta kobieta łapiąc mnie za rękę i wręczając rożek.
- Dzię...
dziękuję - wydukałam wychodząc z budynku.
Zaczęłam się
zastanawiać nad raną na ręce. Co się stało? Tak. Jestem niezdarą, ale raczej
bym zauważyła gdybym sobie rozcięła ramię. Dalsza droga do domu była
zdecydowanie przyjemniejsza niż wcześniej, obecność zimnego loda w mojej ręce
minimalizowała uczucie gorąca. Po powrocie do mieszkania zaskoczył mnie dźwięk
rozbijających się naczyń dochodzących z kuchni.
- Mamo! -
krzyknęłam wparowując do pomieszczenia. - Nic ci nie jest? - zapytałam
podchodząc do kobiety siedzącej na podłodze wśród potłuczonych talerzy.
- Lo nie
podchodź bo się pokaleczysz. Nic mi nie jest, po prostu wyśliznęły mi się z rąk
i spadłam z krzesła. - tłumaczyła kobieta, do której byłam niesamowicie
podobna, jedyną różnicą były jej ciemno-brązowe oczy, gdy moje były błękitne. -
Wszystko w porządku. - dodała zauważając zaniepokojenie na mojej twarz.
Uklękłam i
zaczęłam zbierać potłuczone kawałeczki z nieskazitelnie czystej powierzchni
płytek.
Minęła juz
17 kiedy postanowiłam wziąć długi, chłodny prysznic. Pozbierałam wszystkie
potrzebne mi rzeczy. Szampon wraz ze szczotką, ręcznikiem i żelem pod prysznic
spoczywał w moich dłoniach gdy weszłam do łazienki wyłożonej granatowymi i
białymi płytkami. Ściągnęłam koszulkę, aby delikatnie rozwinąć mocno zaciśnięty
opatrunek nie uszkadzając przy tym niewielkiej rany. Weszłam pod prysznic po
czym siadłam, opierając się o szklaną ściankę. Przyjemnie chłodna woda
wydobywała się z prysznica. Chwilę później podkręciłam trochę jej temperaturę i
wycisnęłam trochę żelu, żeby spieniony za chwilę pokrył całe moje ciało.
Miejsce w którym znajdowała się tajemnicza rana zapiekła gdy dostał się do niej
pachnący płyn. Opłukałam ją i zajęłam się włosami starannie rozczesując je
palcami i nakładając na nie szampon. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi.
Pomyślałam, że to mama przyszła sprawdzić gdzie jestem. Po chwili przeszedł
mnie dreszcz, kiedy zimne powietrze oplotło moje nagie ciało. Momentalnie się
odwróciłam i zauważyłam zielone oczy mierzące mnie przeszywającym wzrokiem.
- Harry! -
krzyknęłam zamykając kabinę. - Co ty tu robisz?!
- Nie musisz
się mnie wstydzić. - rzucił. Czułam, że kabina osłania jego dołeczki, które
zostały wywołane przez szeroki uśmiech. - Przyjechałem po Ciebie, więc się
trochę pospiesz, nie będę czekał wieki.
Harry wyszedł z łazienki zamykając drzwi z
hukiem. Wyczołgałam się z kabiny osuszając się miękkim ręcznikiem. Skąd on
wiedział gdzie mieszkam? Kto go wpuścił? Wtedy uświadomiłam sobie, że nie
wzięłam świeżych ubrań. Opatuliłam się ręcznikiem zasłaniając wszystkie moje
‘skarby’ i powoli uchyliłam drzwi do mojego pokoju. Spostrzegłam chłopka
manewrującego po drugiej stronie łóżka gdzie stała moja komoda. Nie znosiłam
gdy ktoś grzebał mi w rzeczach, ale postanowiłam mu to wybaczyć jeśli tylko nie
zauważy, że wyszłam z łazienki. Na palcach skierowałam się do szafy
przeszukując jej zawartość w myślach.
- Ja uważam,
że teraz wyglądasz wspaniale. - powiedział tonem, który wywołał u mnie gęsią
skórkę, po czym podszedł do mnie i złapał mój ręcznik.
- Puść go
idioto! - krzyknęłam wyrywając się chłopakowi z burzą loków.
- Może jednak dam ci czas, żeby się do mnie
przyzwyczaić. - powiedział puszczając materiał. którym byłam owinięta.
- Czy
raczysz mi wytłumaczyć o czym ty do cholery mówisz? - zapytałam krzyżując ręce
na piersiach.
Dopiero
teraz zauważyłam jaki był wysoki. Zbliżył się do mnie i patrzył na mnie z góry
ukazując rząd swoich białych zębów. Nie usłyszałam odpowiedzi. Zwróciłam się w
stronę szafy przeszukując wieszaki.
- Ubierz tą
granatową. - powiedział Harry.
Nie
słuchałam go, dalej przesuwałam ubrania.
-
Powiedziałem, ubierz tą granatową. - powiedział nieco ostrzejszym głosem
podpierając się jedną ręką mojego ramienia, a drugą chwytając sukienkę i
podając mi ją. Nie odzywałam się. Byłam przerażona. Wysoki chłopak obrócił mnie
i zaczął się przyglądać mojej zranionej ręce.
- Co ci się
do cholery stało? - zapytał z bólem w głosie.
W dalszym
ciągu nie wydobywałam z siebie żadnego dźwięku. Zamiast tego unikałam jego
wzroku. Widziałam jak jego umięśnione ramiona się napinają. Siła jaka się w
nich kumulowała mogła zostać w każdej chwili użyta na mnie,
- Co ci się
stało?! - powtórzył podnosząc moją brodę i spoglądał na moją twarz. Odważyłam
spojrzeć w jego oczy. Wydawały się ciemniejsze niż kilka chwil temu.
- Nie
wiem... po powrocie ze spotkania. To... to zauważyłam - powiedziałam zamykając
oczy.
-Kurwa. -
powiedział głośno odsuwając się ode mnie i równocześnie dając mi szansę
ucieczki.
Wbiegłam do
łazienki zamykając za sobą drzwi i opierając się o nie usiłując uspokoić
oddech. Puściłam ręcznik, który po chwili znalazł się na podłodze, a ja
chwyciłam sukienkę i powoli przeciągnęłam ją przez głowę. Była z bardzo
delikatnego materiału. jeden nieostrożny ruch i mogła być w kawałkach.
Umalowałam oczy robiąc ciemną kreskę na powiece i rozmazując ją przy kąciku
oka, aby uzyskać lepszy efekt. Mocno wytuszowałam rzęsy i nałożyłam na usta
brzoskwiniowy błyszczyk. Przeczesałam włosy z jeszcze wilgotnymi końcówkami i
wyszłam z pomieszczenia.
- Wyglądasz
przepięknie. - zauważył chłopak wpatrując się we mnie.
Ruszyłam w
stronę drzwi na korytarz.
- Lo.
Przepraszam. - powiedział łapiąc mnie za talię i delikatnie odwracając w swoją
stronę.
- Za co? -
zapytałam cicho szukając ucieczki.
- Za tą
ranę. Ja nie chciałem cię skaleczyć... tylko trudno mi być delikatnym. Po
prostu za mocno cię przycisnąłem, a mój pierścionek się wbił w twoje ramię. -
powiedział z bólem w głosie. Pierwszy raz widziałam go w takiej rozpaczy. Nie
mogłam uwierzyć, że to ta sama osoba, która niedawno spoglądała na mnie z
niezmierzoną złością.
Odpowiedziałam
kiwnięciem głową. Słowa nie chciały się wydostać z mojego gardła. Stał zbyt
blisko. Odwróciłam się i złapałam za klamkę żeby za chwilę zejść po schodach. Z
szafki wyciągnęłam idealnie dopasowane do dzisiejszego stroju czarne buty z
bardzo wysokim, granatowym obcasem i ruszyłam do pokoju mamy. Harry chodził za
mną jak cień. Uchyliłam drzwi.
- Mamo.
Wychodzę. - powiedziałam wyłaniając sylwetkę z korytarza.
- Pięknie
razem wyglądacie! Harry tylko przypilnuj mi jej tam. - powiedziała uśmiechając
się do chłopaka stojącego za mną.
Serio? Matka
bardziej ufała chłopakowi, którego poznała zaledwie 20 minut temu niż córce,
którą zna od 19 lat? Przewróciłam oczami i podążyłam w stronę drzwi
wejściowych. Harry wyprzedził mnie i otwarł ciężkie drzwi ustępując mi miejsca.
Wieczorny podmuch wiatru opatulił moje nagie ramiona. Chłopak zamknął drzwi i
wyciągnął kluczyki z kieszeni. P chwili zauważyłam, że światła błyskają tuż
przed moim domem, ściemniało się, więc samochód nie był do końca widoczny nie
licząc jeszcze żywopłotu, który zasłaniał jego tylnią część. Harry poprowadził
mnie do drzwi pasażera otwierając je. Szybko zweryfikowałam pojazd. Czarne BMW,
musiało być bardzo drogi. Wyglądał na zadbanego. Wsiadłam do auta i chwyciłam
pas. Harry poszedł z drugiej strony. Przed wejściem oparł się o auto i bardzo
ciężko oddychał co stwierdziłam po ruchu jego koszulki przykrytej czarną
marynarką. Chłopak usiadł na miejscu kierowcy wkładając kluczyki do stacyjki i
ruszył pojazdem. Cały czas patrzyłam na niego, odwracając wzrok, gdy tylko mnie
na tym przyłapał.
- Mów coś. -
powiedział puszczając jedną ręką kierownicy i delikatnie gładząc moją rękę
naciągającą sukienkę. Gdy tylko poczułam jego dotyk zabrałam ją.
- Lo? -
odchrząknął wracając dłonią na jej poprzednie miejsce.
Popatrzyłam
na niego, żeby dokładnie usłyszeć to co chciał mi powiedzieć.
- Jesteś
całkowicie inna. Każda dziewczyna pewnie by teraz piszczała ze szczęścia. -
powiedział z zawadiackim uśmiechem patrząc przed siebie. - Jesteś dla mnie
zagadką. Lubię zagadki.
Dlaczego mam
taką ochotę, żeby go pocałować? Zaczerwieniłam się. Cały czas unikałam jego
wzroku. Po chwili zauważyłam duży, elegancko przystrojony budynek.
- Jesteśmy
na miejscu. - powiedział zatrzymując maszynę i odpinając pas.
_____________________________________
Hej :) Z tej strony Julia. Jak podobał się rozdział? Nie wiem, czy ktoś to w ogóle czyta. Dlatego roszę o pozostawianie po sobie jakiegoś śladu w formie komentarza. Razem z Patrycją dopiero zaczynamy przygody z pisaniem bloga, dlatego przydadzą się wasze opinie :) Pozdrawiam :*
Przyznam, że ciekawe zakończenie xx czekam na następny x
OdpowiedzUsuńSuper :) Fajny blog :D Czekam na next ;* /@69_with_batman
OdpowiedzUsuńNie moge się doczekać kolejnego rozdziału ! *o* swietny blog i już mam go w zakładkach ;D <3
OdpowiedzUsuńświetny blog ^^ xx
OdpowiedzUsuń