Zwróciłam
się w stronę drewnianych schodów i
wbiegłam na górę. Po wejściu do pokoju od razu wskoczyłam na jeszcze nie
zaścielone łóżko i zaczęłam grzebać pod poduszką gdzie znajdował się mój
pamiętnik. Starannie otworzyłam go na pustej stronie i zaczęłam delikatnie
skrobać długopisem po jej powierzchni.
Obudziłam
się bardzo wcześnie. Ogarnęłam pomieszczenie i weszłam do łazienki, aby i
siebie doprowadzić do ładu. Po 15 minutach byłam już gotowa. Zeszłam na dół
żeby zjeść śniadanie. Jak nigdy o tej godzinie zastałam tam mamę.
- Ty nie w
pracy? - zapytałam podejrzliwie.
- Ja... em..
wzięłam sobie wolne. - tłumaczyła jąkając się.
- I to
dlatego przeglądasz oferty pracy? Za co cię wyrzucili? - pytałam niecierpliwie
wyciągając pomarańczę.
- W sumie to
sama nie wiem. Jak ci poszedł ten cały casting? - zapytała ze smutną miną.
- Przyjęli
mnie. - odparłam bez entuzjazmu ustawiając sokowirówkę.
- Naprawdę?
Ohh... jak się cieszę. - mówiła.
- Ja muszę
już iść. - rzuciłam upijając trochę soku ze szklanki i wychodząc z kuchni.
Postanowiłam
się przejść do mojego miejsca pracy. Cały czas rozmyślając o wczorajszej
sytuacji stąpałam po nierówno ułożonych kostkach chodnikowych. Po raz kolejny
ujrzałam duży budynek stojący tym razem dokładnie naprzeciwko mnie. Pospiesznie
wskoczyłam na schodki i pchnęłam ciężkie drzwi.
- Dzień
dobry! - powiedziała pani siedząca w recepcji.
Odpowiedziałam
uśmiechem i ruszyłam w jej stronę.
-
Przepraszam. Miałam się zgłosić w sprawię pracy. To znaczy... wczoraj zostałam
przyjęta, ale dzisiaj muszę załatwić formalności.
- Ah.. tak.
Harry na panią czeka. Proszę do pokoju numer 5. - powiedziała kobieta wskazując
długi, już mi znany korytarz.
Cały czas
zadawałam sobie pytanie „Kim jest Harry?”.
Zapukałam do wyznaczonego przez recepcjonistkę miejsca. Usłyszałam niski,
ochrypły głos, który pozwolił mi, aby przycisnąć klamkę.
Pokój był
beżowy, bardzo stylowo urządzony. Za dużym, ciemnym biurkiem siedział mężczyzna
obrócony w przeciwną stronę i wpatrujący się w okno. Od razu rozpoznałam burzę
loków, które podskoczyły gdy Harry zakręcił się na krześle i spojrzał na mnie.
- Cześć. -
powiedział mierząc mnie wzrokiem. - Lo, prawda?
- Dzień
dobry. - odpowiedziałam - Tak. Tak Lo. - dodałam pospiesznie.
- To
przezwisko, czy twoje prawdziwe imię? - zapytał zaciekawiony.
- Mam na
imię Lauren, ale nie znoszę mojego imienia. Dlatego wszyscy do mnie mówią Lo. -
wytłumaczyłam
- Dobrze. A
więc proszę, zapoznaj się z treścią kontraktu i złóż podpisy w wyznaczonych do
tego miejscach.
Nie mogłam
się skupić na kartkach leżących na biurku. Cały czas spoglądałam na mężczyznę
po drugiej stronie biurka szukającego czegoś w szufladzie. Jego zielone
tęczówki co chwila przenosiły się na moje ręce, które niezgrabnie kartkowały
papiery. Wszystko wydawało się w porządku, nie widziałam, żadnych małych
druczków, chorych zobowiązań. Miałam już składać podpis kiedy zauważyłam tekst
tuż nad moją ręką. „6.11. Polecenia szefa
będą natychmiastowo wykonywane.” oraz dopisek „Podpisując niniejszą umowę wyrażam zgodę na wszystkie zaproponowane mi
sesję, przetwarzanie moich danych oraz udostępnianie zdjęć publicznie”
-
Przepraszam. Chciałabym się dowiedzieć, o co dokładnie chodzi w tym dopisku? -
zapytałam wskazując treść palcem.
- A.. to nic
ważnego. Wiesz to się tyczy sesji rozbieranych i tak dalej. Nie wszystkie
dziewczyny się tego podejmują. - tłumaczył, po czym spojrzał mi w oczy -
Przeszkadza ci to?
- Nie..
chyba nie. To znaczy tak, sesje rozbierane? Nie ma takiej opcji. - powiedziałam
zbulwersowana.
- Szkoda.
Jestem pewny, że na takich zdjęciach wyglądałabyś niesamowicie. - powiedział
zabierając kartki i ukazując swoje dołeczki. - Może nawet najlepiej. No ale niestety
musimy zakończyć współpracę.
Pomyślałam o
całej umowie, przekartkowałam ją w myślach.
- Ej! Oddaj
to. - powiedziałam wyrywając mu papier, który trzymał w ręce.
-
Myślałem... - mówił Harry.
- Nie myśl
tylko oddaj. - przerwałam.
Jego
zawadiacki uśmiech powędrował znów do bałaganu na biurku. Po chwili rozmyślania
podpisałam umowę i podłożyłam mu ją pod nos.
- W takim
razie dzisiaj zabieram cię na kolację. - wyjaśnił uśmiechając się szeroko. -
Ubierz coś.. seksownego.
- Co? -
zapytałam.
- Punkt
6.11. zacytować ci? - spytał mężczyzna podnosząc kartkę. - „Polecenia szefa będą natychmiastowo
wykonywane.”
- Ale to
dotyczy tylko pracy. - mówiłam.
- Kto tak
powiedział? Jestem twoim szefem. - zagadnął puszczając mi oczko.
- Nigdzie z
tobą nie pójdę. - powiedziałam otwierając drzwi.
Poczułam
dłoń na swoim ramieniu, która bez najmniejszego kłopotu przycisnęła mnie do
drzwi. Mój oddech przyspieszył. Moje serce biło w szalonym tempie.
- Pójdziesz.
- powiedział spokojnym tonem patrząc mi głęboko w oczy. - Będę po ciebie o 19.
- wyszeptał mi do ucha i wreszcie puścił mój nadgarstek.
Szybko
wyszłam z pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Przebyłam korytarz w marszu i
wybiegłam przez wejście główne na świeże powietrze.
Wciągające, nawet bardzo x
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ! ;*
OdpowiedzUsuń